Wielkanoc trochę inna niż zwykle.

Święta to czas który kojarzy nam się z rodziną, świątecznie nakrytym stołem, z zapachem domowych wypieków, które rozprzestrzeniają się po całym domu i kuszą swoim aromatem. Te kilka dni w roku, kiedy zwalniamy, włączamy tryb “slow” i delektujemy się wzajemną bliskością.

W tym roku nasze święta będą pod wieloma względami inne. Nie pamiętam aby kiedyś zdarzyła się podobna sytuacja. Okres przedświąteczny a na ulicach pusto, nie ma kilometrowych korków, na parkingach pojedyncze samochody a w sklepie zaledwie kilka osób.

I chociaż nie są to moje pierwsze święta, które spędzam z dala od mojej rodziny to w tym roku wszystko przedstawia się jakoś inaczej.

Pamiętam jak będąc dzieckiem w Wielki Piątek wspólnie z moimi siostrami schodziłyśmy na dół do dziadków, wówczas mieszkaliśmy wspólnie w jednym domu, i pomagałyśmy babci robić wydmuszki i malować pisanki. W Wielką Sobotę mama szykowała koszyk ze święconką i całą rodziną szliśmy do kościoła. Następnie wracaliśmy do domu i kończyliśmy przygotowania na nadejście gości. W niedziele przed śniadaniem przyjeżdzała moje kuzynka z rodziną i wspólnie zasiadaliśmy do biesiadowania. Ale dla nas dzieciaków najważniejszy był poniedziałek. Już dzień wcześniej przygotowywałyśmy się na wielkie wodne szaleństwo. Wieczorem stawiałyśmy butelki z wodą przy łóżku i długo nie mogłyśmy zasnąć opracowując szczegóły naszego planu. Nigdy nie zapomnę mojego dziadka, który stawał do walki z nami, uzbrojonymi w litrowe butelki, z zaledwie jedną malutką psikawką imitującą pisankę. Ale tak naprawdę wodna wojna zaczynała się dopiero kiedy do akcji wkraczali nasi rodzice. Szaleństwu nie było końca. Dopiero kiedy strumienie wody zaczynały spływać po ścianach moja babcia brała miotłę w dłonie i przeganiała nas na podwórko, gdzie nie było już żadnych ograniczeń.

 

 

Takie właśnie wspomnienia pomagają przetrwać mi czas kiedy nie mogę być z moją rodziną. I chociaż oddalona jestem od nich o kilkaset kilometrów to postanowiłam nie rezygnować z rodzinnej tradycji. Może w tym roku nie będzie święconki ale pisanki bedą. Ustawiłam również już świąteczne dekoracje i kupiłam stokrotki. A mazurka postanowiłam zastąpić chałką, na którą przepis znajdziecie poniżej. Zapach rozniósł się nie tylko po moim mieszkaniu ale również po całej klatce schodowej rozbudzając w pełni ciekawość sąsiadów.

 

Składniki na dwie chałki:

  • 50 g rodzynek
  • 15 ml rumu
  • 230 ml mleka lub maślanki
  • 70 g masła
  • 50 g drobnego cukru
  • 1 opakowanie cukru wanilinowego
  • łyżka miodu
  • szczypta proszku do pieczenia
  • 25 g świeżych drożdży
  • jedno żółtko
  • 500 g mąki
  • łyżeczka soli
  • łyżeczka startej skórki pomarańczy
  • łyżeczka startej skórki cytryny

Do posmarowania chałek przed pieczeniem potrzebne będą:

  • jajko
  • łyżka mleka

 

Do małego naczynia przełożyć rodzynki, zalać rumem i odstawić do namoczenia. W miedzy czasie do garnuszka wlać mleko i podgrzać je aż będzie ciepłe ale nie gorące, dodać drożdże, cukier, cukier wanilinowy, miód i masło. Wszystko delikatnie wymieszać i odstawić.

W dużej misce wymieszać mąkę, proszek do pieczenia, sól, startą skórkę z pomarańczy i cytryny. Następnie wlać żółtko i wcześniej przygotowane mleko. Wszystkie składniki dokładnie połączyć, dodać rodzynki i mieszać drewnianą łyżką przez kolejne 5 minut. Przykryć miskę czystą ściereczką i postawić ciasto do wyrośnięcia w ciepłym miejscu na godzinę.

Po upływie tego czasu ciasto wyjąć na oprószoną mąką stolnicę i podzielić ma 6 jednakowych części. Z każdej porcji uformować kulkę, delikatnie spryskać ciepłą wodą i odstawić do wyrośnięcia pod przykryciem na kolejne 15 minut.

Z każdej kulki formować wałeczki o tej samej długości (ok. 25 cm).  Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Na papierze ułożyć 3 wałeczki, zlepić razem na jednam końcu i rozpocząć zaplatanie warkocza. Warkocz powinien być luźno zapleciony, tak aby chałka mogła ładnie wyrosnąć podczas pieczenia. Zaplecione warkocze spryskać ciepłą wodą, ponownie przykryć ściereczką i pozostawić do wyrośnięcia na kolejne 30 minut. 

W tym czasie piekarnik nagrzać do 180 °C.

Chałki najlepiej piec osobno. W małej miseczce roztrzepać jajko, dodać łyżkę mleka i dokładnie wymieszać. Przed wstawieniem chałki do piekarnika posmarować jej wierzch roztrzepanym jajkiem z mlekiem.

Piec około 25-30 minut z delikatnie uchylonymi drzwiczkami.

 

 

Na koniec chciałabym Wam pomimo wszystko życzyć ciepłych i radosnych świąt. Może teraz czujecie się samotni i trochę smutni ale pomyślcie o tym jak miło będzie się spotkać z rodziną po zakończeniu tej izolacji. Jestem przekonana że wasze twarze bedą równie mokre od łez szczęścia jak moja w dzieciństwie w Śmigusa-dyngusa.

2 komentarze

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.