Slow life

Poniedziałkowy poranek, na zegarze wybiła ósma rano, właśnie wróciłam do domu po nocnym dyżurze w szpitalu. Przede mną  kilka dni wolnego, kolejny dyżur dopiero w piątek. Od tygodnia z utęsknieniem odliczałam godziny oddzielające mnie do tej chwili, nareszcie będę mogła odetchnąć, leniuchować bez wyrzutów sumienia, delektować się świeżo parzoną kawą i słuchać śpiewu ptaków leżąc o poranku na tarasie. Przygotować się na przyjazd moich rodziców, pojechać rowerem na działkę, jeść czereśnie prosto z drzewa. Pomalować paznokcie u rąk, siedzieć do późna wieczorem ze znajomymi bez obawy że następnego dnia mogłabym zaspać do pracy, ugotować dwudaniowy obiad i zupełnie zapomnieć o tym szaleństwie jakie gości się w naszym życiu od kilku tygodni.

Ostatnio z Kapitanem żyjemy na pełnych obrotach, praca, planowanie budowy domu, spotkania, dyżur jeden za drugim, coraz częściej zdarzają się dni kiedy w ogóle się nie widujemy a komunikacja ogranicza się do codziennie aktualizowanej  ” TO DO” listy na korkowej tablicy w kuchni, buziaka na dzień dobry i kolejnego na dobranoc.

Przyglądając się temu szaleństwu dochodzę do wniosku że przyszedł czas na poważne zmiany w naszym życiu, a ponieważ kredyt na dom sam się nie spłaci wiec rzucenie pracy nie wchodzi w rachubę, jedyne więc co pozostaje to życie prywatne a dokładniej jego brak.  Ostatnio zrobiłam rachunek sumienia i muszę przyznać że podsumowanie trochę mnie przeraziło. Czy to w pracy czy w domu multitasking zagościł chyba na dobre w moim życiu. Nie mam namyśli że wielozadaniowość jest czymś złym wręcz przeciwnie w pewny stopniu zwiększa ona naszą wydajność i produktywność problem są jedynie oczekiwania jakie sami sobie stawiamy i czas jaki pozostawiamy sobie na ich realizację. Z przykrością muszę stwierdzić że stałam się mistrzynią multitaskingu i zupełnie się w tym wszystkim zatraciłam.

Jestem taką Zosia samosią nie lubię być od kogoś lub czegoś zależna, poprzeczkę stawiam sobie dosyć wysoko i rzadko kiedy idę sama ze sobą na kompromisy. Jak już coś sobie w mojej głowie postanowię to tak długo będę chodzić, myśleć, szkicować gotowe plany aż osiągnę to co postanowiłam. Nigdy nie postrzegałam tej cechy jako wady właściwie to trochę byłam z siebie dumna aż do pewnego momentu, kiedy okazało się że poziom stresu i presji jaki sama sobie zafundowałam był na tyle wysoki że na kilka dni zawładnął całkowiciem moim życiem.  Dlatego postanowiłam wprowadzić pewne zmiany w celu odzyskania życia prywatnego.

Mutlitasting owszem ale tylko w wyjątkowych sytuacjach.

Pierwszą rzeczą jaką postanowiłam zmienić to częstotliwość zastosowania multitastingu, koniec z gotowaniem i jednoczesnym robieniem notatek dotyczących poprawek w projekcie domu. Koniec z jedzeniem w biegu między bronchoskopią a kolejną terapią lekową – czas nauczyć się delegacji i zaufać kolegom i koleżankom w pracy. Koniec z prasowaniem w trakcie wspólnego oglądania filmu wieczorem, pranie przecież nie ma nóg i nie ucieknie, chociaż czasami nie miałabym nic przeciwko.
Od dzisiaj będę ustalać priorytety i sporządzać harmonogram moich zajęć, z podzieleniem na pilne, do zrobienie i te które mogą poczekać. Przyszedł czas na jasne określenie obowiązków za które jestem odpowiedzialna i oddanie nadmiaru innym a może okaże się że dzięki temu Kapitan odkryje w sobie nowy talent kulinarny.

Czas na pracę i czas na przyjemności

Kolejną rzeczą nad którą powinnam popracować to zaplanowanie wolego czasu nie tylko wciągu dnia w pracy ale również w dniach wolnych od pracy. Pracuje po 48 godzin w tygodniu na oddziale intensywnej terapii, poziom adrenaliny i stresu jest tam na bardzo wysokim poziomie, mam prawo więc czasami wrócić do domu i tak zwyczajnie odciąć się od realnego życia i odpocząć.
Koniec z wykorzystywaniem każdej wolnej chwili na nadrabianie zaległości w obowiązkach domowych nie tym człowiek przecież żyje. Przyszedł czas na jogę w poniedziałek rano, na spotkanie z przyjaciółką na kawę, na pójście do kina nie myśląc podczas seansu o zlewie pełnym nieumytych naczyń czy o niedomykającym się już koszu na brudną bieliznę. Przyszedł czas na spontaniczny wypad rowerami za miasto na leżenie na balkonie, bujanie w obłokach, tańczenie do piosenek Santany i śpiewanie z Tomem Petty.

Do zapamiętania: Idealnie czyste mieszkanie nie jest wyznacznikiem szczęścia.

Częściej razem niż osobno.

Jak już wcześniej wspomniałam ostatnio widuje Kapitana bardzo sporadycznie, co w dużej mierze jest moją zasługą, ponieważ mam poważny problem z mówieniem NIE i odmawianiem jeśli ktoś w pracy poprosi mnie o zamianę lub wzięcie dodatkowego dyżuru. Takich sytuacji nie jest mało i jak dokładnie to przeanalizowałam to doszłam do przerażającego wniosku iż przez ostatnie dwa miesiące nie mieliśmy wspólnie wolnego weekendu. Dlatego postanowiłam tym bardziej dbać o nasze  małe rytuały i wykorzystywać każdą wspólną chwilę.

Dotrzymywać słowa samej sobie.

Jeszcze tylko zrobię pranie, wywieszę pościel na balkonie, umyje podłogę w kuchni, przygotuję obiad na jutro, wyprasuje koszule Kapitana i wyczeszę kota, podleję kwiatki w doniczkach, pojadę na pocztę wysłać paczki i ogarnę zakupy na kolejny tydzień. A jak wrócę do mieszkania to zrobie sobie kawę i chwile odpocznę. Obiecanki cacanki…. po powrocie szykuję kolację dla Kapitana, robię porządki w szafkach w kuchni bo właśnie mi się przypomniało że już dawno tego nie robiłam. Wieczorem przed pójściem spać wyczyszczę jeszcze lustro nad umywalką, wstawię ręczniki do prania i jak już nic innego nie przyjdzie mi do głowy to padnę na łóżko nieprzytomna. Przed zamknięciem powiek obiecuje sobie że jutro to na pewno nic nie robię tylko odpoczywam. Nie wiem dlaczego tak jest ale dochodzę do wniosku że ja nie potrafię odpoczywać, nie umiem usiąść na godzinę i tak zwyczajnie nic nie robić. Ciągle obiecuje sobie że jak “to” zrobię to koniec na dzisiaj ale zanim jeszcze dobrze się za “to”  zabiorę już wiem że muszę potem jeszcze coś zrobić, później kolejna rzecz i jeszcze jedna i tak mija następny dzień a ja zamiast odpocząć, wykorzystać czas na regenerację i relaks, urabiam się po same łokcie.

W życiu nie chodzi o to żeby być idealnym a jedynie szczęśliwym. 

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.