Sezon grillowy już otwarty.

Po prawie siedmiu tygodniach nareszcie nadeszła ta długo wyczekiwana chwila. Izolacja domowa powoli przechodzi do historii przynajmniej tutaj w Austrii. Pierwsze kroki w kierunku normalnego życia, które znamy sprzed wybuchu pandemii. Minęło prawie 50 dni i jestem z siebie dumna ponieważ udało mi się jakoś przetrwać ten ciężki dla każdego czas. Nie biegałam od znajomej do znajomej, na zakupy chodziłam z potrzeby a nie kaprysu i chociaż wiele razy miłam ochotę wyrwać się z domu na kawę do przyjaciółki czy chociażby na spacer, postanowiłam  zacisnąć mocno zęby i wytrzymać . Czasami było trochę głośniej w mieszkaniu, niekiedy dochodziło do spięć innym razem panowała cisza jak makiem zasiał. Zdarzały się również chwile bezczynności, apatii i braku jakiejkolwiek motywacji ale były również przyjemne momenty jak wspólne gotowanie, granie w backgammon wieczorami, siedzenie na kanapie z miską popcornu i nadrabianie serialowych zaległości czy czytanie książek po nocach. No i oczywiście najważniejsze, wreszcie udało mi się nadrobić te wszystkie domowe obowiązki jak mycie okien, sprzątanie w szafkach w kuchni, zrobienie porządku w garderobie i odkopanie niesamowitej ilości ubrań o których istnieniu już dawno zapomniałam.

Nie byłabym jednak szczera gdybym nie przyznała się iż w przetrwaniu tego szaleństwa pomogła mi moja praca. Świadomość tego że następnego dnia o 5 rano zadzwoni budzik i będę musiała opuścić domowe pielesze udając się na dyżur do szpitala, była moim zbawieniem. I chociaż każdy z nas czasami marzy o paru dniach wytchnienia z dala od pracy, o godzinach spędzonych w dresie na kanapie z obiadem na wynos dostarczonym pod same drzwi, to jednak wydaje mi się że po ostatnich wydarzeniach szybko nie pomyślimy o takiej formie spędzania wolnego czasu.

Od tygodnia w Austrii można zaobserwować jak wszystko powoli wraca do normy. Na ulicach pojawiły się dzieciaki maszerujące do szkoły. Drzwi lokali i restauracji zostały ponownie otwarte dla gości i oficjalnie został zniesiony zakaz spotkań towarzyskich. Przez to całe zamiesznie spowodowane COVID – 19 z niepostrzeżeniem zdałam sobie sprawę że mam już maj.  Przyszedł wiec czas na prace w ogrodzie, na długie spacery, pikniki i wspólne wieczorne grillowanie z przyjaciółmi. A ponieważ w Austrii wszędzie gdzie się człowiek nie ruszy stoję stragany z zielonymi i białymi szparagami postanowiłam że to właśnie one otworzą tegoroczny sezon grillowy.

Grillowane szparagi i marchewki z dipem  jogurtowo cytrynowym:

Składniki na 4 porcje:

  • pęczek zielonych szparagów
  • pęczek młodej marchewki
  • łyżka oliwy z oliwek
  • 2 łyżki posiekanych orzechów laskowych
  • łyżka sezamu

Marchewki umyć i przekroić wzdłuż na połówki. W garnku zagotować wodę, włożyć marchewki i gotować około 15 minut. W tym czasie opłukać szparagi i wysuszyć i następnie odciąć zdrewniałe, twarde końcówki, przy świeżych około 2 cm przy starszych nawet do 1/3 długości.
Po 15 minutach do gotujących się marchewek dodać szparagi i gotować przez kolejne 5 minut
Po upływie tego czasu wszystkie warzywa wyjąć z garnka i niezwłocznie opukać zimną wodą.
W małej miseczce wymieszać posiekane orzechy z sezamem i oliwą z oliwek. Pędzlem lub dłońmi rozprowadzić powstałą marynatę po marchewkach i szparagach i następnie ułożyć na rozgrzanym grillu. Grillować około 10 minut oczywiście obracając od czasu do czasu.

Dip jogurtowo – cytrynowy.
  • 125 g jogurtu naturalnego
  • 125 g serka philadelphia
  • łyżka oliwy z oliwek
  • łyżka soku z cytryny
  • odrobine startej skórki z cytryny
  •  szczypta soli
  • szczypta pieprzu
  • szczypta gałki muskatowej
  • 1/2 łyżeczki mielonego kminku rzymskiego

Serek philadelphia wymieszać z jogurtem oliwą z oliwek i sokiem z cytryny. Doprawić do smaku solą i pieprzem i dodać pozostałe przyprawy. Przed podaniem schłodzić.

 

 

 

 

One Comment

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.