Moje tęsknoty..

We flanelowej koszuli i swetrem zarzuconym na ramiona, cichutko na palcach, opuszczam łóżkowe pielesze. W łazience szybkim spojrzeniem omiatam swoje odbicie w lustrze, spinam włosy i zaspanym, powolnym krokiem zmierzam w stronę kuchni. W pierwszej kolejności Trika, która cichym mruczeniem nie daje o sobie zapomnieć, porcja mokrej karmy i chwila pieszczot powinna zaspokoić pierwsze potrzeby. Na płycie kuchennej podgrzewam mleko kokosowe na moje poranne Matcha-Latte. Nastawiam radio na RMF Classic i wracam do łazienki, dokończyć poranną toaletę. Szare mydło, pasta do zębów, tonik, serum z witaminą C , krem na cienie pod oczami, galopują w moich dłoniach. Codzienne zabiegi spowalniające działanie czasu. Nie dostrzegam większej różnicy, to chyba dobrze, może więc starzeje się wolniej. Głowę przeciskam przez wąski golf a na pupę wciągam moje “boyfriendy”, ostatnio mam wrażenie, że tylko one pasują. I już po chwili powstaje idealny outfit na ten chłodny, leniwy poranek. Zaledwie tydzień temu leżałam na balkonie w koszulce na ramiączka, wygrzewając się w promieniach słońca a dzisiaj na zewnątrz wszytko pokryte białym puchem.
Do uszu sączą się właśnie “cztery pory roku” – Vivaldiego upijam pierwszy łyk mojej zielonej kawy, siadam na kanapie i delektuje się porankiem. Uwielbiam ten moment, kiedy spokój zakłóca tylko kocica, poszturchująca mnie swoim małym łebkiem, pchając się już na kolana. Mam wrażenie jakby świat wokół się zatrzymał, nabierał dopiero głębokiego wdechu przed startem w nowy dzień.
Na dnie kubka widać już białe dno, podnoszę się z kanapy i ruszam do gabinetu, gdzie na biurku wzbijają się w powietrze wieże książek, artykułów czekających na swoją kolej. Odpalam komputer, na ekranie widnieje informacja o 40 nieodebranych wiadomościach. Niesamowity fenomen dzisiejszych czasów, nieustannie piszą do mnie firmy czy prywatne osoby , których nie znam z którymi nigdy nie miałam wcześniej kontaktu a wygląda na to że mnie bardzo dobrze znają i dokładnie wiedzą czego mi w tej chwili najbardziej potrzeba: tak więc czytam o trzydniowej ofercie relaksu w SPA, nowej bieliźnie, zegarku idealnie pasującym do torebki, nowym tablecie w zestawie z telewizorem, o kremach na zmarszczki, suplementach poprawiających prace jelit, produktach 3 w 1. Nie wychodząc z domu mogłabym zaopatrzyć się nie tylko na kolejne tygodnie ale i na miesiące. I chociaż ofert jest tak niezliczona ilość zaczynając od sprzętu AGD i RTV, ubrań, biżuterii, aż po kosmetyki, artykuły spożywcze, to mimo wszystko nie jest to w stanie zastąpić mi szwendania się po moich ulubionych sklepach, zapachu świeżego pieczywa w piekarni lub aromatu świeżo parzonych mieszanek ziołowych w mojej ulubionej herbaciarni. Uśmiechu na twarzy pana na dziele rybnym, który macha w moim kierunku jak tylko przekroczę próg sklepu, oburzenia pani ekspedientki w sklepie mięsnym kiedy wymsknie mi się iż kupione mielone nie jest dla mnie a dla mojego kota. Biegających po sklepach dzieciach, wrzucających do koszyków wszelkie smakołyki, które ostatnio pojawiły się w reklamach telewizyjnych przed dobranocką. Kolejek w przy kasie, podczas których nawiązuje się tak wiele nowych znajomości. Stoiska ze świeżym pieczywem przed szpitalem i kawy na wynos przed wejściem na odział. Cotygodniowego ryneczku w Wiener Neustadt, gdzie można zakupić warzywa i owoce od regionalnych rolników oraz wiele innych BIO produktów, podróży do pracy pociągiem i widoku tych zaspanych twarzy o 6 rano.
Od tygodni nasze życie uległo bardzo dużej zmianie, nagle staliśmy się niewolnikami naszych domów i mieszkań. W dużym stopniu zostaliśmy odizolowani od realnego, namacalnego świata zewnętrznego. Do niedawna kochaliśmy nasze wirtualne życie, rozmowy przez Skype, zakupy online, Instagram, Facebook, portale randkowe i inne aplikacje społeczne a dzisiaj, dzisiaj przyznam się wam szczerze, że nie mogę na nie dłużej patrzeć. Tęsknię za ludźmi, za możliwością wymiany uścisku dłoni czy całusem w policzek na powitanie, za bliskością z innymi, za mimiką twarzy i gestykulującymi rękoma, za wspólnym śniadaniem z rodziną i spotkaniami z przyjaciółmi po pracy w naszym ulubionym lokalu, za naszymi wieczorami gier, za wspólnym gotowaniem, za pogaduchami na klatce schodowej z sąsiadami. Ale najbardziej tęsknie za wolnością, za możliwością swobodnego przemieszczania się i za spojrzeniami ludzi bez strachu w ich oczach.

Sama staram się nie popadać w panikę, nie biegam po mieście w maseczce na twarzy ale muszę przyznać, że unikam dużych skupisk ludzi, energię tankuje siedząc w słoneczne dni na balkonie, na zakupy chodzę raz w tygodniu, nie zakładam wówczas rękawiczek ale świadomie unikam dotykania rękoma twarzy i włosów a po powrocie dokładnie myje moje dłonie mydłem. Nie całuje nikogo na powitanie a podczas rozmowy zachowuję odpowiedni odstęp. Regularnie wietrze mieszkanie i jem dużo świeżych warzyw i owoców. Staram się żyć normalnie na tyle na ile to możliwe. Mam nadzieję, że już niedługo nasze życie wróci do normy chociaż może nie wszystko będzie takie jak było. Jedno stało się dla mnie jasne, życie realne jest o wiele bardziej interesujące od tego wirtualnego.

2 komentarze

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.