Gulasz życia!

Pisanie bloga zawsze chodziło mi gdzieś z tyłu głowy, myślałam, planowałam, szukałam pomysłu, podglądałam innych blogerów aż pewnego dnia usiadłam przed komputerem, wykupiłam domenę i oto jestem, mała kropla w oceanie internetu.
Napisanie pierwszego wpisu zajęło mi chyba tydzień, ciągłe poprawki, dobieranie zdjęć, wertowanie słownika w poszukiwaniu synonimów powtarzających się słów, redagowanie i korektura tekstu. Nie zdawałam sobie zupełnie sprawy jak wygląda praca blogera. Przeglądając inne blogi wydawało mi się że, to nie może być aż takie trudne, do chwili kiedy zaczęłam własna przygodę z Lifetkeka. Są dni, kiedy moje palce skaczą po klawiaturze jak szalone i ledwo mogą nadążyć za słowotokiem w głowie ale bywają również takie kiedy siedzę wpatrzona w ekran, pije kolejną kawę i nic! Napisanie jednego wówczas zdania zajmuje mi wieczność a gdzie tu myśleć o gotowym tekście.

Prowadzenie bloga jest dla mnie odskocznią od pracy, moim gulaszem pomagającym mi zapomnieć o problemach i dosyć często ciężkich sytuacjach życia zawodowego. Dlaczego gulaszem? Takiego określenia użyła kiedyś jedna z moich wykładowczyni. Przerobienie i przetworzenie ciężkich sytuacji w życiu sprowadziła do przygotowywania tej potrawy i w sumie tak właśnie to wygląda. Skrupulatnie w pełnym skupieniu rozdrabniamy wszystkie składniki, wycinamy włókna, dodajemy coś nowego, łączymy, gotujemy i doprawiamy do momentu kiedy powstanie potrawa którą jesteśmy w stanie przyswoić.

Nie jestem psychologiem, nie skończyłam żadnych kursów związanych z tą tematyka ale tak jak każdy z Was jestem obserwatorem. Przyglądam się, zbieram informacje, analizuje, wyciągam wnioski i tworzę własną wersje.

W dzisiejszych czasach nie jest to łatwe, zewsząd jesteśmy bombardowani informacjami, których nie zdążymy dobrze przyswoić a już pojawiają się kolejne. Problemy egzystencjalne takie jak głód i brak wody pitnej w Afryce, kolejna fala imigrantów uciekających z własnego kraju w poszukiwaniu bezpieczeństwa, ataki terrorystyczne, poprzeplatane są z nowinkami technologicznymi, żywieniowymi czy trendami modowymi.
Staramy się nadążyć za tymi wszystkimi informacjami, przetworzyć, wprowadzić w życie i kiedy myślimy że nam się udało, już widzimy światełko w tunelu na horyzoncie wybucha kolejna bomba.

Od tygodnia siedząc w mieszkaniu śledzę panującą obecnie sytuacje na świecie. Z przerażeniem przygadam się statystykom, liczbom i z każdym dniem budzi się we mnie coraz silniejsze uczcie niepokoju. Napięcie rośnie chyba w każdym z nas, do tego dochodzi stan izolacji społecznej brak możliwości swobodnego przemieszczania się i troska o najbliższych. Nasze rozmowy i myśli krążą tylko wokół jednego tematu, powoli dopada nas zmęczenie, stajemy się nerwowi i drobnostki wyprowadzają nas z równowagi. Po pewnym czasie na tak małej powierzchni, gdzie ciągła konfrontacja z osobami z tej samej grupy jest nieunikniona, mogą zacząć pojawiać się konflikty.
Każdy z nas jest inny, nie jest wiec żadnym zaskoczeniem iż nasze reakcje są również odmienne, próbujemy jakoś sobie radzić z tą sytuacją, jedni godzinami rozmawiają przez telefonie, starając się stłamsić uczucie samotności, inni zaś co chwila sprawdzają najnowsze doniesienia w nadziei na poprawę. Jedno jest pewne nie jesteśmy w stanie w nieskończoność żyć w takim napięciu i prędzej czy później zaczynamy się buntować i przeciwstawiać panującym regułom i nakazom.

Właśnie dlatego w takich sytuacjach ważna jest chwila przerwy. Odłączenie się od wszelkich mediów, wyciągniecie wtyczki zasilającej nas od kilku dni. Odreagowanie, wyciszenie, pozbieranie i poukładanie w spokoju własnych myśli.
Warto wiec wyłączyć telewizor, telefon w trybie wyciszonym zostawić na biurku w gabinecie, spędzić trochę czasu w samotności lub z najbliższymi w ogródku, na balkonie, czy spacerując na łonie natury. Sprobować oderwać myśli od tego co dzieje się na świecie chociażby delektując się promieniami marcowego słońca słuchając przy tym ptasiego radia. Dzięki temu może uda nam się nabrać dystansu, przewietrzyć głowę i zrobić w niej trochę miejsca na inne nowe myśli.

Na koniec tego wpisu chciałam Wam jeszcze życzyć wytrwałości w #zostańwdomu, jak rownież przypomnieć o tym, że bez względu na to co się wokół nas dzieje, każda nowa sytuacja w jakiej przyszło nam żyć, zmusza nas do rozwoju, do szukania nowych rozwiązań i chociaż czasami wymaga od nas zmian jak rownież wyrzeczeń tak jak teraz w obliczu niebezpieczeństwa spowodowanego przez COVID -19, jest to dla nas lekcja. Lekcja, którą powinnismy zapamietać i wyciągnąć odpowiednie wnioski.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.