Gulasz wołowy coś dla miłośników mięsa

Nie rzadko zdarza się sytuacja kiedy musze sięgnąć do książki kucharskiej babci i upichcić coś dla miłośników mięsa. Od lat jestem na diecie bezmięsnej i bardzo dobrze się z tym czuję. Moje rodzina, no może z wyjątkiem mojej mamy, która coraz częściej sięga po wegetariańskie przepisy, wszyscy zgodnie są zjadaczami mięsa. I chociaż tak jak wcześniej wspomniałam nie jadam mięsa ale zdarzają się chwile kiedy jakiś kawałek ląduje na blacie w mojej kuchni. Moim zdaniem decyzja o jedzeniu mięsa bądź nie, jest czymś indywidualnym i każdy ma prawo do własnego zdania. Doskonale wiem, że są ludzie tacy jak mój tata, którzy po porostu nie potrafią żyć bez mięsa i odkąd to zaakceptowałam jest mi zdecydowanie lżej.

Mam nadzieję, że nie wystraszyłam was tym wstępem, może lepiej będzie jak wrócę do sedna tego wpisu, czyli do ciemnego, gęstego gulaszu wołowego jaki przyrządziłam wczoraj dla moich kochanych mięsożerców.
Ponieważ nigdy wcześniej nie przygotowywałam takiego dania, postanowiłam trochę poszperać w książkach kucharskich babci i naturalnie zapytać wujka Google co ma do powiedzenia na ten temat. Oczywiście tak jak przypuszczałam wersji jest tyle co kucharek wiec trochę podpatrzyłam z tego trochę z innego przepisu i tak powstał mój gulasz wołowy.

Uwierzyłam opinii moich mięsożerców, którzy zgodnie przyznali, że przepis musi znaleść się na blogu w kategorii kulinarnie.
Powiem wam, że musiałam jak lwica bronić resztek gulaszu aby móc jeszcze go uwiecznić na zdjęciu.

Składniki na porcje dla 3 osób:
500g wołowiny, ja użyłam kawałka z łopatki
300g czerwonej cebuli
3 ząbki czosnku
2 marchewki
2 figi
2 suszone śliwki – dla koloru
100 ml. octu jabłkowego
olej do smażenia
4 łyżki słodkiej papryki w proszku
3 łyżki kminku niemielonego
2 łyżki suszonego lubczyku
1/2 łyżeczki cynamonu
sól i pieprz
ew. 1/2 kostki warzywnej lub łyżeczka pasty warzywnej
trochę wody do podlania

Za wyjątkiem pokrojenia i przygotowania wszystkich składników, co zajmuje niewiele czasu reszta robi się właściwie sama, no może raz na jakiś czas przechodząc przez kuchnie należałoby zamieszać w garnku.

Do garnka nalewamy odrobine oleju i pozostawiamy do rozgrzania. W tym czasie kroimy cebulę w ćwiartki a następnie wrzucamy na gorący olej, dodajemy czosnek, całe ząbki, ponieważ pokrojony na małe kawałki szybko mógłby się przypalić.
Ważne jest aby cebula nabrała intensywnego brązowego koloru, nie zależy mi tylko na jej zrumienieniu ale na wydobyciu z niej smaku i aromatu.
Wołowinę opłukujemy zimną wodą, następnie kładziemy na drewnianej desce i kroimy na małe kawałki.

Jak tylko cebula osiągnie kolor i aromat zacznie rozprzestrzeniać się po mieszkaniu, dodajemy pokrojona w kostkę marchewkę i zalewamy wszystko octem jabłkowym. Całość chwile gotujemy a następnie wrzucamy do garna wszystkie pozostałe składniki: wołowinę, figi, śliwki jak również wszystkie przyprawy z wyjątkiem soli. Kiedyś mój przyjaciel Max, który jest szefem kuchni w jednej z renomowanych restauracji w Zurichu, zdradził mi pewien sekret. Aby mięso pozostało soczyste i miękkie sól dodajemy na samym końcu. Wyjątek stanowią naturalnie marynaty do mięs.
Całość zalewamy szklanką wody i dusimy pod przykryciem około 3 godzin na małym ogniu od czasu do czasu mieszając.

Gdy mięso stanie się już miękkie, dodajemy kostkę warzywną, doprawiamy solą i dusimy jeszcze przez godzinę.

Gulasz najlepiej podawać z chrupiącą bułką, świeżą poszatkowaną pietruszką i szklanką dobrego ciemnego piwa.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.