Cold Brew i Finlandia – weekendowe love

Weekend.

Radości na twarzy Kapitana nie da się nie zauważyć aż promienieje jakąś niesamowitą dawką energii. Zmarszczki jakby mniej widoczne a w oczach ten błysk. Nawet zjadł ze mną małe śniadanie a nie jak na codzień to tylko szybki prysznic i już go nie ma. Ja również dzisiaj jakaś taka lżejsza, bardziej optymistyczna i zrelaksowana. Chociaż zanim tak na poważnie wkroczę w weekendowy nastrój to muszę jeszcze trochę popracować tzn. iść na nocny dyżur do szpitala.

Nasze weekendy rzadko kiedy się pokrywają, na ogół jak weekend kapitana się kończy to mój właśnie się rozpoczyna i tak w kółko. Ale tym razem istnieje pewne prawdopodobieństwo iż uda nam się spędzić trochę czasu razem.
Właściwie to od kiedy ja wylądowałam na kwarantannie a Kapitan na home office można by wnioskować że mamy bardzo dużo czas dla siebie, ale to nic bardziej mylnego. Po przebudzeniu każdy z nas wędruje do swoich zadań, Kapitan zamyka się w biurze i wychodzi tylko na chwile w porze Lunchu lub jak w kubku z kawą zaczyna przebłyskiwać dno. Ja naturalnie ogarniam cichutko mieszkanie, szykuję jakąś przekąskę na lunch, robię zdjęcia i piszę. Nie wiele więc różni się nasza chwilowa codzienność od tej z przed kwarantanny, przynajmniej nie dla Kapitana. Dlatego niesamowicie cieszę się już na nasz wspólny weekend. Naturalne będzie to wymagało ode mnie trochę dobrej woli i sporej ilości kofeiny aby dorównać kroku pozostałym ale myślę że warto. Już nie mogę się doczekać naszego wspólnego śniadania z obowiązkowym jajkiem na miękko i chrupiącym pieczywem z masłem i szczypiorkiem. A może uda nam się również wyrwać do Wiednia i spotkać się ze znajomymi, a jeśli nie to zapakujemy Trikę do torby i spędzimy trochę czasu na działce w końcu zapowiada się piękna pogoda i aż szkoda byłoby marnować taki dzień na siedzenie w bloku.

Weekend lubione słowo każdego zapracowanego człowieka. Na sam jego dźwięk najpochmurniejsza twarz się rozpromienia i życie od razu wydaje się piękniejsze. Nareszcie będzie trochę czasu dla rodziny i przyjaciół, może na wspólny wypad nad jezioro, wieczorne wyjście do kina albo niedzielny brunch sączący się leniwie do południa. Ahh… aż chce się żyć.
Latem do pełni szczęścia dodałabym jeszcze poranek z kubkiem kawy na balkonie i leżenie w hamaku z książką w dłoni. A jeśli chodzi o dobrą kawę i jeszcze lepszą książkę to mam dla was coś godnego uwagi.

Zacznę może od książki, która była ostatnio powodem mojej zarwanej nocy, chodzi oczywiście o “Finlandię – Sisu, Sauna i Salmiakki” autorstwa Aleksandry Michty – Juntunen. Aleksandra mieszka w Finlandii od trzynastu lat a od czterech lat prowadzi bloga Fińskie smaki koncentrując się na życiu i smakach prosto z Finlandii.
Książki tej z całą pewnością nie nazwałabym przewodnikiem i jeśli interesują was informacji o 10 najważniejszych atrakcjach turystycznych, top hotelach ze śniadaniem czy porady jak zorganizować spotkanie ze świętym Mikołajem to zdecydowanie nie jest to właściwa pozycja. To co w niej znajdziecie to codzienności fińskiego społeczeństwa. Jestem przekonana że Finlanadii, gdzie obchodzi się Dzień Porażki i Dzień Śpiocha a policja zajmuje się rozwiązaniem zagadki zaginionego słońca, jeszcze nie znaliście. Jak wyjątkowa musi być społeczność gdzie do pracy przychodzi się w wełnianych swetrach najlepiej oczywiście samodzielnie zrobionych. Obuwie w pracy zastępują grube skarpetach a mleko pija się do śniadania jak również do zapiekanki śledziowej czy kotleta. Jeśli więc chcecie poznać Finlandię z zupełnie innej strony i dowiedzieć się co to Sisu, jak smakują Salmiakki i czy w tym kraj możliwe jest aby wszyscy mieszkańcy mogli jednocześnie przebywać w saunie i dlaczego kawę podaje się o każdej porze dnia i nocy to powinniście sięgnąć po tą lekturę.

I tak właśnie przeszliśmy do mojego drugiego weekendowego love, szczególnie przydatnego przy panującej teraz temperaturze. Mowa oczywiście o COLD BREW – kawie nie parzonej a macerowanej na zimno, która ostatnio podbija nie jedno serce kawosza swoim intensywnym, owocowym smakiem. Kto dokładnie jako pierwszy podał kawę procesowi maceracji i uzyskał ten niepowtarzalny efekt nie jest pewne. Jedna źródła jako pionierów podają japończyków, co nawet dla mnie osobiście brzmi bardziej prawdopodobnie, inne zaś uznają holendrów za odkrywców tego napoju. Bez względu na to która narodowość jest za to odpowiedzialna zdecydowanie jestem jej bardzo wdzięczna.

Proces przygotowania COLD BREW jest bardzo prosty i nie wymaga specjalnych urządzeń aby cieszyć się jej wyjątkowym smakiem.

Składniki na 1L COLD BREW

  • 60 – 70g grubo zmielonej kawy (najlepsza byłaby kawa przeznaczona do COLD BREW ale ja jak takiej nie mam pod ręką to używam zwykłej LavAzza )
  • 1000 ml wody

Do słoika wsypujemy odmierzoną ilość kawy i zalewamy zimna nieprzegotowaną woda. Słoik zakręcamy i wstawiamy do lodówki na minimum 8 godzin.
Ja najczęściej zalewam kawę wieczorem i pozostawiam na noc. Następnego dnia przelewam przez filtr do kawy zawartość słoika do karafki. I gotowe. COLD BREW można podawać rozcieńczając ją odrobiną wody jak również w postaci skoncentrowanej.

COLD BREW polecam szczególnie osobom które nie lubią kwaśnego i gorzkiego smaku kawy, jak rownież tym którzy nie piją kawy parzonej z obawy przed uczuciem zgagi.
Jako ciekawostkę zdradzę wam jeszcze iż filiżanka COLD BREW zawiera więcej kofeiny niż kawa parzona.

 

 

2 komentarze

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.